Przeprowadzka!!!

12 lipiec, 2007 at 9:18 am (Bez kategorii)

Zapraszam na www.jewka.pl

Bezpośredni odnośnik 1 komentarz

Pieczone gołąbki nie lecą same do gąbki

9 lipiec, 2007 at 2:59 pm (Kotagoria)

Zdarzyło się to pewnego razu, kiedy hrabia Ryszard zasiadł na wysokościach. Wysokości gwarantowały mu te minimum prywatności, jakie można sobie zapewnić w domu pełnym ludzi, zwierząt i diabli wiedzą jeszcze czego – jego szlachetność nie wiedział czego, bo zawsze, kiedy tylko dawał się z czeluści domu słyszeć ten koszmarny wyjący dźwięk, a Matka-Karmicielka Kotów wzdychała ciężko, że znowu dywan znowu dostał kociej sierści, brał nogi zapas, nie próbując nawet dociec tego, jaki potwór może wydawać tak straszne dźwięki. Gdzieś z tyłu głowy słyszał głosik, który powtarzał to dziwne, ale straszne słówko – ODKURZACZ… Siedział więc hrabia Ryszard von Dzwon na stoliczku podwórkowym, wyjący złowieszczo odkurzacz szalał gdzieś za grubym murem (jakaś miał dziwne przekonanie, że mimo swej całej paskudnej prezencji potwór ściany nie pokona), siedział tak sobie i niespiesznie wykonywał raz pedicure, raz manicure. Ruda Kropa spojrzała na niego obojętnie i powlokła się na materacyk skąd jej zdaniem rozciągał się absolutnie najlepszy widok na jej włości (co do aktu własności Ryszard miał inne zdanie, to były jego włości, a Kropa mieszkała tu tylko dlatego, że on się na to zgodził i nie ma znaczenia to, że to Kropa była pierwsza).  Ot po prostu wlokło się zwyczajne, nudne, letnie popołudnie.

Nagle znad głowy Ryszarda zajętego toaletą wystrzelił zabłąkany wróbelek, musnął eleganta po czubku głowy. Ten zaś błyskawicznie porzucił zabiegi higieniczne, wyprężył się, ale jego ostre zęby kłapnęły milimetr od końca skrzydlatego lekkoduch! Jeszcze jedna ostatnia próba, łapą uzbrojoną w komplet ostrych noży obiadowo-obronnych machnął w powietrzu, ale udało się mu jedynie zahaczyć jedno nic nieznaczące piórko, które po wszystkim pełne poezji płynnie opadło na ziemię.  Ryszard zaś kompletnie bez wdzięku zwalił się na ziemię. Oczywiście spadł na cztery łapy, w końcu był kotem, ale gracji nie było w tym za grosz.

Kiedy w końcu Ryszard pozbierał się, wytłumaczył sobie, że upadek w trakcie polowania, to żaden wstyd, a całkiem zwyczajne, a wręcz chwalebne doświadczenie prawdziwego faceta, wrócił na stoliczek. Tym razem intensywnie przeszukiwał wzrokiem gałęzie świerka, czasem poszczekiwał sobie z emocji, gdy zdawało mu się, że jeszcze jeden kolega wróbelka opuszcza lokal…

Od tej pory Ryszard codziennie (wyłączywszy dni skąpane w deszczu) siada na stoliczku, za każdym razem pomny przysłowia, że pieczone gołąbki nie lecą same do gąbki, skupiony obserwuje gałęzie drzewa obfitości, poszczekując z emocji, gdy wiatr porusza iglastymi gałązkami. “No przecież kiedyś tu wrócą… Obiektywnie to jest bardzo dobre drzewo… Takie obiecujące…”

Bezpośredni odnośnik Skomentuj

Pewnej czerwcowej nocy…

26 czerwiec, 2007 at 2:39 pm (Kotagoria)

Tym razem wstrząśnięta Matka-Karmicielka Kotów nie zrobiła zdjęcia, pora była niesprzyjająca – jakoś tak tuż po porannej zorzy. Niewyspana – z powodu wielokrotnych pobudek za przyczyną nieszczęsnego jakiegoś zawodzenia ni to płaczu dziecka, ni to jęku potępionych dusz piekielnych. Tym razem równowaga czasowa pomiędzy momentami czekania na ciszę, a chwilami, kiedy można było zapaść w drzemkę stanowczo została zachwiana tej nocy – czekanie stanowczo przeważyło szalę. Matka-Karmicielka Kotów uatrakcyjniała sobie oczekiwanie wyrzucaniem przez otwarte okienko przedmiotów lub przekleństw – w zależności od stopnia wzburzenia. postanowiła zbadać, co jest źródłem dźwięków – przyczyny jej noc mąk. Początkowo sądziła, że to Ryszard hałasował z kumplami, ale wyjrzawszy przez małe okienko jej sypialni na poddaszu, zobaczyła kłęby białego czegoś na trawniku. Doszła szybko do wniosku, że to nie Ryszard w niebezpieczeństwie, a Ryszard w emocjach wydawał takie dźwięki, kiedy jak przystało na prawdziwego Felis necans stał się przeznaczeniem jakiejś ptaszyny. I choć zrobiło się jej trochę żal, to bez zwłoki (bez zwłok również, bo takowych nie było na trawniku) wróciła do łóżka. Ukołysana długo wyczekiwaną ciszą popłynęła spokojnie ku godzinie budzika.

Kiedy budzik w poczuciu porannego obowiązku darł się wniebogłosy, Matka-Karmicielka Kotów otworzyła w końcu uparcie opadające powieki. Tym razem w pełni świadomie zamiast zerkać przez okienko udała się do ogrodu, żeby dokładnie przyjrzeć się białym pozostałością. Na trawniku znalazła pokaźne ilości… białego futra! Wszystko wskazywało na to, że tej nocy do Ryszarda wpadł jakiś nieproszony gość…

Bezpośredni odnośnik Komentarzy: 2

Jeszcze coś z życia

22 czerwiec, 2007 at 1:33 pm (Kotagoria)

Pewien dżentelmen z zacnego przedmieścia

Nie chciał był uwierzyć w wyższość niewieścią,

Na ziemię ściąganie

Zarozumiałych panien

Z błyskiem w oku życia uczynił treścią

Bezpośredni odnośnik Skomentuj

Do panny nadobnej, co nie wróciwszy na noc, samą Matkę-Karmicielkę Kotów w łożnice ostawiła

22 czerwiec, 2007 at 1:18 pm (Kotagoria)

Gdzieś noc spędziła, rzecz to osobna,

 

Matkę ostawiłaś samą w łożnice!

 

Ze wstydu powinnaś spłonić swe lice!

 

Płocha Agrafko, kocino nadobna!

Bezpośredni odnośnik Skomentuj

Rytuały inicjacyjne

19 czerwiec, 2007 at 12:19 pm (Kotagoria)

Rytuały inicjacyjne mają za zadanie wprowadzenie młodego osobnika w arkana żywota dojrzałego. Mają przede wszystkim znaczenie wychowawcze, bowiem oznaczają początek procesu nabywania wiedzy. To nie to samo, co patrzeć na to, co czynią dorośli. Zresztą, jaka to dorośli, nie do wszystkiego młodocianego dopuszczą. Zdobyć coś to przecież nie to samo co podziwiać z daleka czyjąś zdobycz…

Kiedy więc nadchodzi właściwy moment, młodociany osobnik podąża za kapłanką lub kapłanem obrzędowej inicjacji w miejsce odosobnione. Potem, zupełnie znienacka kapłan w sobie znany tylko sposób dematerializuje się. Młodociany osobnik zostaje sam! Wie, że nadszedł moment, że wydarzy się coś specjalnego. Nerwy ma napięte jak postronki, każda komórka jego ciała drży w oczekiwaniu tego, co ma nadejść. Tyle przygotowań, a młodocianemu osobnikowi wydaje się, że nie jest zupełnie do tego przygotowany. Ale kiedy przychodzi ten właściwy moment, ta najlepsza chwila, wykonuje jeden skok i bezlitośnie, całkowicie po dorosłemu morduje… miotełkę do kurzu!

PS Ostatnio to samo powtórzyło się na dworze, z żywą ptaszyną w roli zdobyczy. Kapłan obrzędowej inicjacji Ryszard siedział zaś w krzakach i z zazdrością obserwując trzepoczące się stworzenie w pysku Agrafki, wyszczekiwał pełne zachęty do dopuszczenia go do uroczystości rytualne pieśni. Niestety jednak musiał w końcu uznać, że jego mała siostrzyczka stała się pełnoprawna członkinią plemienia futrzanych morderców…

Bezpośredni odnośnik Komentarzy: 2

Stoliczku, nakryj się!

30 maj, 2007 at 11:18 am (Kotagoria)

Kierownictwo domu wypoczynkowego “Pod ćwierkającą – krótko – ptaszyną” serdecznie zaprasza drogich wczasowiczów do korzystania z możliwości noclegu nie tylko na terenach rekreacyjnych ośrodka, ale także w luksusowych apartamentach.  Jednocześnie zastrzega sobie prawo do podawania posiłków w godzinach działania kuchni, czyli od godziny 6.30 do 23.00. Poza tymi godzinami kuchnia nie jest wprawdzie zamknięta (w przeciwieństwie do szafki z rarytasami), ale nie ma komu spowodować, żeby miseczka się napełniła. Matka-Karmicielka Kotów stara się sypiać dłużej niż 5 godzin na dobę. Wczasowicze, którzy przedkładają nocne zabawy i harce nad zbilansowany i smaczny posiłek, upraszani są o skorzystanie z zaklęcia “Stoliczku, nakryj się!” Kto wie, może zadziała…

Bezpośredni odnośnik Komentarzy: 2

Aaaa kotki dwa…

23 maj, 2007 at 12:52 pm (Kotagoria)

Aaaa kotki dwa… A Matka-Karmicielka Kotów sama poszła spać!

Taka to ona, ta sprawiedliwość, jest włochata… a powsinoga z niej straszna. Kiedy tylko cieplutko nocą się robi hasa sobie w dwóch osobach po okolicznych chaszczach, zagląda do zeszłorocznych kretowisk i rozsiada się wygodnie w miejscach, w których krzyżują się ruchliwe trakty wędrujących z dalekich dzikich ostępów strudzonych rzekotek i myszy, które ośmielone szczęśliwym nadejściem wiosny, wyruszają w świat w poszukiwaniu przygód. A kiedy nadchodzi dzień, sprawiedliwość w obu osobach utrudzona przywracaniem światu jego właściwego porządku (to znaczy ścisłego podziału na ścigających i ściganych, mordujących i mordowanych, mruczących i szczekających oraz tych którzy potrafią wszystko) dobija się do drzwi i żąda śniadania. Za nic ma sobie to, że sprawiedliwie byłoby chociaż chwilę poudawać, iż to nie miska jest jedynym powodem do złożenia porannej wizyty…

Bezpośredni odnośnik Komentarzy: 3

Trudne pytania

21 maj, 2007 at 2:51 pm (Kotagoria)

Godzinę nań z obiadem czekała
I choć zdarzały mu się spóźnienia,
Gdy przyszedł, z wyrzutem zapytała:
A ty, co masz mi do wymruczenia?

Bezpośredni odnośnik Komentarzy: 5

Po bitewnym szale

18 maj, 2007 at 12:05 pm (Kotagoria)

Kiedy wojownik po nocy pełnej oczekiwania w napięciu i dniu spędzonym na podchodach, podjazdach i niespodziewanych wypadach na terytorium wroga wraca do swej bezpiecznej przystani – domu, najpierw podje sobie zdrowo, oczywiście jeśli służebne dziewki spiszą się należycie i jadła naszykują przedniego, potem coś dzieciskom niesfornym opowie, żeby nie myślały, że wuj kiep albo nie daj boże niezguła. Potem zdecydowanym krokiem pójdzie do łożnicy, zwyczajnie, uda się na spoczynek za nic mając prośby nadobnych panienek, aby zechciał jeszcze coś opowiedzieć o odbytych walkach, boć przecież zgiełk bitewny słychać było noc i dzień cały…

Bezpośredni odnośnik 1 komentarz

Next page »