Józek, nie daruję Ci tej nocy!
W ciemności, która ogarnęła ogród, Piękna siedziała zupełnie sama na progu domu zamieniającego się z każdą nocną godzinę w amorficznego i groźnego potwora. Nie miała bladego pojęcia, gdzie podział się Ryszard, co więcej nie miała nawet czasu, żeby zastanowić się nad tym wnikliwiej. Maciejowa, trochę z racji wieku, a trochę z wrodzonego lenistwa, spała zapewne mocno przytulona do swojej przysposobionej córki, rudej Kropeczki i nie w głowie jej było reagowanie na cichutkie, podszyte strachem nawoływania Pięknej.
Tymczasem wyostrzone zmysły Agrafki chwytały każdy ruch i dźwięk. Od czasu owej niefortunnej wycieczki, podczas której niemal nie straciła oka, a postradała całkiem zdolność widzenia w połowie (jak to dobrze, że miała jeszcze jedno oko w zapasie…) rzadko bywała poza domem po zmierzchu. Teraz wszystkie dźwięki, zapachy i niespodziewane szmery w równym stopniu zadziwiały, co przerażały Piękną. Wśród tych niespokojnych dźwięków czujne ucho Agrafki wyłowiło coś, co było inne… złowieszcze, co niosło niepokój. To coś zbliżało się do niej… Piękna była dzielna i chciała dowiedzieć się, co może wydawać takie dziwne dźwięki, ale Agrafka raczej płochliwa zamierzała się rzucić do ucieczki… Zbyt wiele sprzecznych uczuć jak na jedną małą istotę…
Coś zbliżało się coraz szybciej. Każdy nerw zdawał się krzyczeć – COŚ zaczyna być niemal namacalne. Nagle COŚ rzuciło się na Agrafkę! Było już za późno. COŚ szczypało ją w tyłek. Piękna przystąpiła do ataku, wbiła w COŚ swoje mordercze zęby i pazury. Kiedy kopała tylnymi nogami COŚ z całej siły, przebudziła się uwieszona ręki Matki-Karmicielki Kotów, która próbowała usunąć z jej zimowych “portek” okazały kołtun. Telewizor ryczał na cały regulator stary przebój “Józek! Nie daruję ci tej nocy!”

Specjalista od brudnej roboty
Dręczycielka Wszelkich Zwierząt dała plamę na wszystkich polach, chociaż ostatnio nie splamiła się robotą, to na jej świetlanym wizerunku pojawiły się ślady bagiennego mułu i zewsząd dało się wyczuć śmierdzącego lenia. Matka-Karmicielka Kotów zajęła się zatem prostowaniem skrzywień młodości Dręczycielki – a jak wiadomo, skrzywienia najskuteczniej prostuje się na stole tortur . Ech, gdyby tylko posłuchała Ryszarda… Ten to wie jak się skutecznie oczyścić…
Dzisiaj nie ma tu kotów!
Dzisiaj Ryszard, Agrafka nie są bohaterami literackimi, dzisiaj są bardzo zajęte – robią za środek uspokajający, nasenny, rozgrzewający i łagodzący obyczaje… No! To chyba można już iść spać… Tyle jest do wymruczenia!
Wiele hałasu o nic
Matka-Karmicielka Kotów podniesionym głosem wykładała niesfornemu Klonowi – Dręczycielce Zwierząt Wszelkich – zasady zachowania, których zachowanie sprawia, że tak zwani dorośli nie mają ochoty popełnić zbrodni na nieletnim. Po każdym zdaniu Matki-Karmicielki Kotów Klon robił miny nieprzyjemne, prychał, wzruszał ramionami, a kiedy tego nie robił, sprawiał wrażenie, jakby wciągnął uszy do środka, a skłonny do błyskawicznej ewolucji organizm wytworzył grubą dźwiękoszczelną błonę prykrywającą bezużyteczne otwory po bokach głowy. Dlatego prelegentka podkręcała z każdym zdaniem potencjometr. Po kolejnym prychnięciu można było uznać, że Matka-Karmicielka Kotów włączyła ze trzy wzmacniacze i zwyczajne ryczała. Piękna przysłuchiwała się temu wszystkiemu z dezaprobatą. Kiedy ilość decybeli zaczęła być szkodliwa dla organizmu (także, a może przede wszystkim dla organizmu Matki-Karmicielki Kotów), wstała, przeciągnęła się, zajrzała wprost w ziejący zjadliwym smrodem dydaktycznym otwór, wydający głośne dźwięki, a potem położyła na nim włochatą łapę. Ile można słuchać o tym, że nie mówi się “co?” tylko “słucham?”…
Ryszard Zawodowiec
Stało się. Jak zwykle pierwszego dnia wiosny Ryszard spakował walizki. Jak zwykle w pośpiechu zbierał rozrzucone po całym domu zapachy, ale nie kłopotał się zbieraniem hojnie posianych na kanapach, fotelach czy wprost na dywanie zimowych garniturów w paski. Kiedy się spakował, pokręcił się chwilę po domu, przypomniał Pięknej, że obiecała opiekować się jego kocykiem, odwiedzać nocą Matkę-Karmicielkę Kotów i pilnować, żeby podawano śniadanie o stałej porze… a potem wyszedł w ciemną noc. Brutalny świat rzucał mu wyzwanie. Ale tym razem nie chodziło o dobrze płatną robotę. Tego roku Ryszard Zawodowiec postanowił wyrównać rachunki ze swoimi największymi wrogami – srokami. Kiedy pierwsze promienie wiosennego słońca połaskotały dostojne srebrne świerki, Ryszard Zawodowiec wystartował do morderczego biegu…
A krążące po niebie sroki głośno wspominały swego pobratymca, który zginął z łap Ryszarda Zawodowca w zeszłym roku, przezornie obierały dziwnie kwadratowy szlak biegnący granicami terytorium opanowanego przez mordercę. ..
Rów Mariański
Rów Mariański – najgłębszy na świecie. Ciągnie się łukiem o długości blisko 2000 km. Według ostatnich pomiarów najgłębsze miejsce osiąga głębokość 11 034 m, czyli sięga głębiej poniżej poziomu morza niż najwyższe szczyty górskie powyżej poziomu morza…
I sądząc po intensywności oraz czasie trwania odgłosów, właśnie został TEJ NOCY wykopany w kuwecie…

Zamiast…
Dzisiaj będzie bez tekstu. Ale podobno jeden obraz mówi więcej niż tysiąc słów – no to popatrzcie troszeczkę…
Prawie jak Ikar…
Matka-Karmicielka Kotów spała niespokojnie. Nie ma co się dziwić. Na obiedzie była u swojego teścia (teść jest jak najbardziej “bieżący”, w przeciwieństwie do byłego męża), a ten ze swadą, jak przystało na chirurga z zawodu i z zamiłowania, opowiadał o ranach ciętych i tłuczonych, amputacjach, resekcjach i zsywaniu uszu rozerwanych nocą przez kolczyki. Matka-Karmicielka Kotów krwi się nie bała, nie mdlała, kiedy ktoś opowiadał drastyczne historie, nie przewracała oczami, kiedy przy obiedzie ktoś opowiadał o paskudzących się ranach. Nie znaczyło to wcale, że brak jej wrażliwości czy wyobraźni, ot po prostu wyobraźnię uruchomiała w okolicznościach, które sprzyjały tworzeniu obrazów pasujących do produkcji subtelniejszych w wymowie niż “Piła III”. Niemniej takie opowieści zapadały w nią głęboko i szybciutko chowały się w zakamarkach nieświadomości, zanim ktokolwiek zdążył je wymieść. Dlatego teraz spała niespokojnie. Krwiste kawałki powróciły w obrazie mafijnej zemsty, która stała się jej udziałem. A mianowicie, ktoś (nie bardzo wiadomo kto) za coś (też trudno zgadnąć za co) obciął głowę krowy (takiej łaciatej) i podrzucił ją do łóżka Matki-Karmicielki Kotów. Pełna obrzydzenia podciągnęła nogi prawie pod głowę, a potem z całej siły wykopała z łoża głowę łypiącą na nią złym spojrzeniem. Rozległ się huk tak donośny, że Matka-Karmicielka Kotów… obudziła się! Zaś zza łóżka gramolił się potwornie obrażony Ryszard, który nieświadomy tego, że podświadomość Matki-Karmicielki Kotów obsadziła go w tajemnicy w roli krowiej głowy, spał sobie spokojnie w nogach łóżka…
Na suchoty – najlepsze koty, a na gardła zapalenie – koty pierwszorzędne lenie…
Lokatorka mieszkająca u Kotów, chora jest, więc zamiast pisać, idzie do łóżka zrobić sobie okład z Agrafki, a może i z Ryszarda, jeśli w drodze wyjątku wyrażą zgodę na spanie we wspólnym, choć nie swoim łóżku…
Właścicielko kotka ze zdjęcia…
Agrafka, Ryszard, Kicia i Kropka oraz ich dwunożna służba pozdrawiają Cię i mają nadzieję, że czasem tu wpadasz. Wygłaszcz od nas swoje dziewczyny…