Lekcja pierwsza
Ryszard usiłuje ostatnio pokazać młodszemu pokoleniu, reprezentowanemu przez pyzato-puchatą Agrafkę, kto tak naprawdę rządzi na Skrajnej 13. A wiadomo, kto ma fotel, ten ma władzę, kto zajmuje miejscówkę w łóżku Matki-Karmicielki Kotów – ten ma wyższą pozycję społeczną, kto stoi pierwszy w kolejce do miski, ten ma szybciej pełny brzuch, a kto paskudniej spojrzy, ten zasługuje na większe uznanie zdumionej publiczności – nawet jeśli jest to spektakl jednego widza… Ale jakie to ma znaczenie, kiedy aktorów jest zawsze dwóch!
Ad rem – kiedy Matka-Karmicielka Kotów idzie spać, Ryszard podnosi swoje zdrętwiałe kości, poprawia futrzane wdzianko i swobodnym świńskim truchtem wpada na sypialniane poddasze. Zanim ktokolwiek (z Matką włącznie) zdąży zająć miejsce w łóżku zajmuje strategiczną pozycję w łożu – czyli na środku, żeby nie daj bóg nie dopuścić do tego, żeby znalazł w nim miejsce kolejny kot lub żeby właścicielka posłanka mogła swobodnie rozprostować nogi. I nie ważne, że Ryszard przed chwilą zajmował wygodną pozycję na kolanach seniorki rodu czy też w łóżku rodzinnej nadziei (piękne miejsce…. tuż nad ciepłym kaloryferem…) ale obowiązek to rzecz święta! Nie będzie narybek naigrywał się z kociej arystokracji (no dobrze, trochę skundlonej przez mezalians matki, ale herbowej!).
Pewnego wieczoru leży sobie Ryszard w łóżku Matki-Karmicielki Kotów (że też ona musi tak długo czytać, do czego to podobne?! Tak po nocy?! Przy sztucznym świetle! Wzrok sobie psuć! A przede wszystkim świecić w delikatne oczy kota!). Słyszy ciche brzęczenie muchy, ale że sam czuje się nie mniej śnięty niż ona, to nie jest łaskaw obdarzyć jej swoim zainteresowaniem. Ale co to? Ten wredny tupocik paputów przerośniętych kudłami i gardłowe “rrrrrr”. Co za podskoki?! Nie, nie można reagować… Ale jak spać, kiedy gówniara tłucze się po całej sypalni. No dobra, trzeba skontrolować sytuację. Ryszard leniwie podnosi głowę. Patrzy z politowaniem na rozgrywającą się scenę polowania, z niejakim obrzydzeniem przesuwa się wzrokiem po kupce czarnego futra przyczajonego opodal komody. Mucha siada na ścianie. Agrafce z emocji drgają wąsy i koniuszek puchatego ogona. Ryszard podnosi się, niespiesznie przeciąga, zeskakuje z łóżka, mijając koteczkę rzuca jej pogardliwe spojrzenie. Zdecydowanie podchodzi do ściany, jednym ruchem morderczej łapy przypiera muchę do muru, ściąga ją na ziemię, zjada, oblizuje się i tym razem nie obdarza nawet cieniem zainteresowania Agrafki, która mam minę taką, jakby ktos zabrał jej ukochaną zabaweczkę. Przecież mogła się nią bawić jeszcze co najmniej godzinę! Jak on tak mógł?! To była taka ładna mucha! Ryszard tymczasem jednym susem wskakuje na miejsce, które jeszcze nie zdążyło przestygnąć i rzuca Agrafce ostatnie spojrzenie, jakby chciał powiedzieć: “Bo faceci to świnie, Baby!”
