Prawie jak Ikar…

9 marzec, 2007 at 10:43 pm (Domowe, Kotagoria)

Matka-Karmicielka Kotów spała niespokojnie. Nie ma co się dziwić. Na obiedzie była u swojego teścia (teść jest jak najbardziej “bieżący”, w przeciwieństwie do byłego męża), a ten ze swadą, jak przystało na chirurga z zawodu i z zamiłowania, opowiadał o ranach ciętych i tłuczonych, amputacjach, resekcjach i zsywaniu uszu rozerwanych nocą przez kolczyki. Matka-Karmicielka Kotów krwi się nie bała, nie mdlała, kiedy ktoś opowiadał drastyczne historie, nie przewracała oczami, kiedy przy obiedzie ktoś opowiadał o paskudzących się ranach. Nie znaczyło to wcale, że brak jej wrażliwości czy wyobraźni, ot po prostu wyobraźnię uruchomiała w okolicznościach, które sprzyjały tworzeniu obrazów pasujących do produkcji subtelniejszych w wymowie niż “Piła III”. Niemniej takie opowieści zapadały w nią głęboko i szybciutko chowały się w zakamarkach nieświadomości, zanim ktokolwiek zdążył je wymieść. Dlatego teraz spała niespokojnie. Krwiste kawałki powróciły w obrazie mafijnej zemsty, która stała się jej udziałem. A mianowicie, ktoś (nie bardzo wiadomo kto) za coś (też trudno zgadnąć za co) obciął głowę krowy (takiej łaciatej) i podrzucił ją do łóżka Matki-Karmicielki Kotów. Pełna obrzydzenia podciągnęła nogi prawie pod głowę, a potem z całej siły wykopała z łoża głowę łypiącą na nią złym spojrzeniem. Rozległ się huk tak donośny, że Matka-Karmicielka Kotów… obudziła się! Zaś zza łóżka gramolił się potwornie obrażony Ryszard, który nieświadomy tego, że podświadomość Matki-Karmicielki Kotów obsadziła go w tajemnicy w roli krowiej głowy, spał sobie spokojnie w nogach łóżka…

Bezpośredni odnośnik 1 komentarz