Kłopoty z tożsamością
Właściwie to trudno dociec, kiedy po raz pierwszy w głowie Rudej zrodziły się wątpliwości. Nie ma też żadnej pewności, że zrodziły się w ogóle… Ale matka to matka, a przecież kłopoty z tożsamością mają także te osobniki, które różnią się od swoich rodzicielek jakby trochę mniej… Oczywiście Kropkę dziwiła swego rodzaju niemoc… Weźmy na przykład takie wyrażanie radości czy zadowolenia – Ruda była w tym bardzo ekspresywna, całym ciałem potrafiła pokazać jak bardzo się cieszy, ale tego co robiła mama, kiedy była zadowolona, w żaden sposób nie umiała zrobić. Kropka witając gości radośnie popiskiwała, no chyba że był to listonosz – dla niego miała zarezerwowany specjalny repertuar… Mama zachowywała przy powitaniach więcej godności… Wielkie mi coś… Starsza to i bardziej zrównoważona. Tylko nijak Kropka nie potrafiła sobie wytłumaczyć, dlaczego mama, która ją wykarmiła, wychuchała, wypieściła i pokazała wszystko, nie nauczyła jej mruczeć z zadowolenia, włazić na drzewo, kiedy trzeba uciekać i umyć sobie uszu…
Ale to jeszcze nie powód, żeby zgłaszać jakieś wątpliwości, w końcu błędy wychowawcze są udziałem wszystkich rodziców! Nic nie szkodzi, teraz ona, Kropka nauczy swoją młodszą siostrę wszystkiego co najważniejsze. Np. jak ukryć jedzenie, no powiedzmy na tydzień, żeby zyskało niepowtarzalny smak i aromat, albo gdzie się wytarzać, żeby samemu ładnie pachnieć… Na Ryszarda nie ma co liczyć, ale Kropka jest przecież dobrą starszą siostrą, a poza tym kocha swoją mamę, więc dlaczego miałaby jej nie pomóc w wychowawczym trudzie!? Poza tym bycie córką Kici i siostrą Agrafki i Ryszarda zobowiązuje!

Keine grenzen
Mówi się, że przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka, a że człowiek to ssak, a ssak to gatunek kręgowca, a kręgowce to zwierzęta… No dobra, to jest naprawdę wysoce stresujące! Bo wyobraźcie sobie… przyzwyczajeni do określonych uwarunkowań przestrzeni pomykamy niefrasobliwie ulubiona ścieżką, tym bardziej cenioną, ponieważ prowadzącą najkrótszą drogą do źródła przyjemności stawianych przez nas na pierwszym miejscu… (no w każdym razie znajdujących się w czołówce), a tu nagle wyrastają przed nami zasieki, uzbrojone rowy i szlabany z napisem – NIE WOLNO! WYNOCHA! PASZLI WON!
No właśnie. Piękna posłyszawszy głos Matki-Karmicielki Kotów biegła na przełaj przez polankę wysypaną korą dla wygody Seniorki Rodu i ku uciesze domowników uwielbiających się wylegiwać w zacienionym miejscu za tujami w gorące letnie dni. Ten jeden jedyny głos jak zwykle wabił ją, uwodził i obiecywał niezwykłe doznania (i to bez względu na to czy wypowiadane słowa były skierowane do niej czy nie). Ale Piękna nie mogła wiedzieć ani nawet się spodziewać tego, że podstępny wróg nie próżnował… Korzystając z uśpionej czujności obrońców Zjednoczonego Królestwa pod wodzą leniwego wiosenną porą Ryszarda i Pięknej zadziwionej różnorodnością doznań wszelkich, wróg dokonał zaboru! Korowisko zmieniło statut z ziem lennych Królestwa na część Cesarstwa Ogrodniczego Seniorki Rodu, a na znak inkorporacji postawiony został – nie tak wysoki, żeby go nie można było pokonać drogą lotniczą, ale zaskakujący przez swoją obecność w ogóle – zielony płotek, na który z impetem wpadła Piękna-Agrafka!

Tragizm romantycznych wyborów
Wreszcie nastały ciepłe dni. Wszystko wokoło budziło się do życia. Zielona mgiełka z wolna przykrywała gałązki wiotkiej brzozy, wiatr poruszał gałązkami nabrzmiałymi pąkami (!). W słonecznych plamach pojawiały się pierwsze leniwe muchy (!!), ptaszki śpiewały (!!!) od świtu (następującego w środku nocy według przesądów, w które wierzyła Matka-Karmicielka Kotów).
Było już dawno po pobudce (!!!!!!! - przypisek Matki-Karmicielki Kotów, zwanej portierem albo nocnym cieciem) Ryszard w romantycznym nastroju zbiegł po schodach, kręcąc zalotnie zgrabnym tyłeczkiem. Zatrzymał się na samym dole. Zatrzymanie to nosiło znamiona gwałtownego i spektakularnego wrośnięcia w podłoże. Jak by na to nie patrzeć nie miało to nic wspólnego z romantycznym nagłym olśnieniem urodą wiosennego dnia w rozkwicie (no powiedzmy w bardzo wczesnej fazie jego rozkwitu – przypisek Matki-Karmicielki Kotów)… Najwyraźniej Ryszard był na to gotów, oszczędzał energię specjalnie na ten ostatni morderczy wysiłek, wybił się z czterech, przez chwilę zawisł w powietrzu, jak Keeanu Reeves w Matrixie i spadł w dorodne, kwitnące na różowo rośliny – dumę Seniorki Rodu. Po chwili wynurzył się spośród mięsistych liści, między jego ostrymi jak nóż zębami trzepotał delikatne skrzydełka wroga… I chociaż Ryszarda duszą targały wątpliwości natury moralnej, to jednak on już wybrał swoje posłannictwo – bronić przed podstępnymi wrogami bezbronnej… kapusty. Dlatego niezbyt długo trzepotały w zabójczej paszczy Ryszarda skrzydełka bielinka kapustnika!

Rude to wredne?
Ta Ruda zaczęła się strasznie dziwnie zachowywać! Bo kto to widział – uciekać, kiedy Matka-Karmicielka Kotów woła?! Zupełnie jakby się miało upośledzony w stopniu znacznym słuch (chociaż najwłaściwszym określeniem jest tu porównanie “głucha jak pień”). Po prostu w tej rudej głowie coś się zalęgło i stopniowo wypierało resztki rozumu.
Ona w ogóle straciła resztki przyzwoitości. Znika na całe dnie – zupełnie tak jak Ryszard, nie je – zupełnie nie-tak jak Ryszard. Dla jednych jest obcesowo nieprzyjemna – zupełnie tak jak Ryszard w stosunku do osoby, którą aktualnie postanowił lekceważyć, bo nie ma do niej żadnego interesu, a poza innymi świata nie widzi – zupełnie tak jak Agrafka, kiedy rozlegnie się głos Matki-Karmicielki Kotów.
Ruda trwa w tym stanie już od tygodnia. A wraz z nią trwają: chudy jak przecinek brunet o rozmarzonych oczach, w których widać odbicie jego wrażliwej natury i dobrego serca (według Rudej – kompletna porażka) oraz niechlujny blondyn w upapranym garniturku, niegdyś w kolorze kawy z mlekiem, z widoczną wadą zgryzu i śladami upodobania do łajdactwa… – słowem – wredna ruda i zakochane kundle w ferworze wiosennych uniesień…

