Axis Mundi

17 maj, 2007 at 11:04 am (Kotagoria)

Niegdyś w centrum świata stało Drzewo, na nim, a może trochę wyżej mieszkał Wielki Wojownik, do którego wszyscy pomniejsi herosi wspinali się co najmniej raz w życiu, aby tam w rozłożystej koronie chroniącej nieprzeniknioną zielenią tajemnicę przemiany, nauczyć się żyć w zgodzie z innymi i dzielić się darami natury. Kiedy istniało drzewo, każdy heros wiedział, że może bez trudu, w kilku zaledwie susach pokonać przestrzeń, która dzieliła jego zwykłą egzystencję od nieśmiertelności. Wszyscy o tym wiedzieli, ale na drzewo, nie wiedzieć czemu, wchodzili tylko dwa razy w życiu. Pierwszy raz, kiedy stawali się na tyle dojrzali, że wiedzieli już, jak samodzielnie wspiąć się po sękatym pniu i drugi raz, kiedy po pełnym trudu życiu wybierali się na odpoczynek w nieśmiertelności. Aż kiedyś wszystko zaczęło się powolutku zmieniać. Herosi poczuli się Wielkimi Wojownikami, no może takimi troszkę mniejszymi, ale z pewnością większymi od innych mieszkańców krain przylegających do Drzewa. Na drzewo wspinali się nie po to, żeby stać się mądrzejszymi, ale by na mniejszych spojrzeć z góry (tak im zresztą do tej pory zostało, a doskonaląc się w tej sztuce, doszli do perfekcji pozwalającej im także na większych spojrzeć z góry). Wielki Wojownik przenosił się coraz wyżej. Dzień po dniu wspinał się na kolejną, jeszcze wyższą gałąź, aż w końcu zniknął Herosom z oczu… Drzewo wprawdzie nie runęło, nadal stanowiło centrum, ale jego konary już nie dotykały nieba, a świat pod nim jakby skarlał.

Herosi zaś do dziś dnia, wspinając się na drzewa, uparcie wierzą, że jest to Drzewo i kiedyś jeden z potężnych konarów lub choćby jedna marna witka dotknie nieba…

Mit jest bowiem martwy jeśli nie wydarza się ciągle…

Bezpośredni odnośnik 1 komentarz

Rodzinne sekrety

15 maj, 2007 at 3:32 pm (Kotagoria)

W rodzinie rzadko poruszało się ten temat. Ba! Właściwie od zawsze stanowił on głęboko skrywaną, wstydliwą tajemnicę. Początkowo chodziło o to, aby z trudem odbudowanej reputacji księżnej Izabeli nie narażać na szwank (cóż, sklejana porcelana może nie traci na urodzie, jeśli umiejętnie dokonało się naprawy, ale z pewnością traci na wiarygodności). Potem zaś uważano, że nieobyczajne zachowanie niegdyś młodej i pięknej damy mogłoby stanowić zły przykład dla młodego pokolenia. W końcu zaś nie wspominano o tym przez wzgląd na wiek staruszki. Któż bowiem mógłby czyny nierządne skojarzyć z nobliwą wiekową damą?! Któż miałby sumienie przed jej zamyślonymi niedowidzącymi oczyma stawiać dowód jej dawnej niefrasobliwości?! A dowód ten już na pierwszy rzut oka był jednoznaczny i nie nasuwał absolutnie żadnych wątpliwości co do jego autentyczności. Dowód miał wygląd pospolity a charakter po chłopsku zaciekły. Niemniej arystokratyczne pochodzenie, niczym tłusta oliwa wypływająca na powierzchnię wody, dawało o sobie znać, kiedy tylko znalazło sobie ujście. Upodobania do wielkopańskich rozrywek, polowania na grubego zwierza, pohulanki do białego rana i nie licujące z wyglądem zamiłowanie do luksusu. Cóż się dziwić, choć tylko w połowie, ale jednak Ryszard był arystokratą…

 

Bezpośredni odnośnik 7 komentarzy

Uzależniona?

10 maj, 2007 at 1:32 pm (Kotagoria)

Czy czujesz się zaabsorbowany komputerem do tego stopnia, że ciągle rozmyślasz o odbytych sesjach  i/lub nie możesz doczekać się kolejnych sesji?

TAK! 

Czy odczuwasz potrzebę zwiększenia ilości czasu spędzanego przy komputerze, aby uzyskać większe zadowolenie (mieć więcej satysfakcji)?

TAK! TAK! 

Czy podejmowałeś wielokrotnie, nieudane próby kontrolowania, ograniczania lub zaprzestania korzystania z internetu?

NIE! PO CO?! 

Czy odczuwałeś wewnętrzny niepokój, miałeś nastrój depresyjny albo byłeś rozdrażniony wówczas, kiedy sam lub ktoś próbował ograniczać lub przerwać korzystanie z komputera?

TAK! TAK! TAK! 

Czy zdarza Ci się spędzać przy komputerze więcej czasu niż pierwotnie zaplanowałeś?

ZAWSZE! 

Czy kiedykolwiek ryzykowałeś utratę ciekawych wydarzeń, niezwykłych okazji w związku ze spędzaniem zbyt dużej ilości czasu przy komputerze?

TAK! TAK! TAK! TAK! 

Czy używasz komputera w celu ucieczki od problemów, albo w celu uniknięcia nieprzyjemnych uczuć (np. poczucia bezradności, poczucia winy, niepokoju lub depresji)?

TAK! TAK! TAK! TAK! TAK! 

 

Bezpośredni odnośnik 4 komentarzy

Matka-Karmicielka Kotów – bez dwóch zdań ;-)

23 kwiecień, 2007 at 10:57 pm (Kotagoria)

Bezpośredni odnośnik 1 komentarz

Kłopoty z tożsamością

17 kwiecień, 2007 at 1:35 pm (Kotagoria)

Właściwie to trudno dociec, kiedy po raz pierwszy w głowie Rudej zrodziły się wątpliwości. Nie ma też żadnej pewności, że zrodziły się w ogóle… Ale matka to matka, a przecież kłopoty z tożsamością mają także te osobniki, które różnią się od swoich rodzicielek jakby trochę mniej… Oczywiście Kropkę dziwiła swego rodzaju niemoc… Weźmy na przykład takie wyrażanie radości czy zadowolenia – Ruda była w tym bardzo ekspresywna, całym ciałem potrafiła pokazać jak bardzo się cieszy, ale tego co robiła mama, kiedy była zadowolona, w żaden sposób nie umiała zrobić. Kropka witając gości radośnie popiskiwała, no chyba że był to listonosz – dla niego miała zarezerwowany specjalny repertuar… Mama zachowywała przy powitaniach więcej godności… Wielkie mi coś… Starsza to i bardziej zrównoważona. Tylko nijak Kropka nie potrafiła sobie wytłumaczyć, dlaczego mama, która ją wykarmiła, wychuchała, wypieściła i pokazała wszystko, nie nauczyła jej mruczeć z zadowolenia, włazić na drzewo, kiedy trzeba uciekać i umyć sobie uszu…

Ale to jeszcze nie powód, żeby zgłaszać jakieś wątpliwości, w końcu błędy wychowawcze są udziałem wszystkich rodziców! Nic nie szkodzi, teraz ona, Kropka nauczy swoją młodszą siostrę wszystkiego co najważniejsze. Np. jak ukryć jedzenie, no powiedzmy na tydzień, żeby zyskało niepowtarzalny smak i aromat, albo gdzie się wytarzać, żeby samemu ładnie pachnieć… Na Ryszarda nie ma co liczyć, ale Kropka jest przecież dobrą starszą siostrą, a poza tym kocha swoją mamę, więc dlaczego miałaby jej nie pomóc w wychowawczym trudzie!? Poza tym bycie córką Kici i siostrą Agrafki i Ryszarda zobowiązuje!

Bezpośredni odnośnik 3 komentarzy

Keine grenzen

16 kwiecień, 2007 at 2:42 pm (Kotagoria)

Mówi się, że przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka, a że człowiek to ssak, a ssak to gatunek kręgowca, a kręgowce to zwierzęta… No dobra, to jest naprawdę wysoce stresujące! Bo wyobraźcie sobie…  przyzwyczajeni do określonych uwarunkowań przestrzeni pomykamy niefrasobliwie ulubiona ścieżką, tym bardziej cenioną, ponieważ prowadzącą najkrótszą drogą do źródła przyjemności stawianych przez nas na pierwszym miejscu… (no w każdym razie znajdujących się w czołówce), a tu nagle wyrastają przed nami zasieki, uzbrojone rowy i szlabany z napisem – NIE WOLNO! WYNOCHA! PASZLI WON!

No właśnie. Piękna posłyszawszy głos Matki-Karmicielki Kotów biegła na przełaj przez polankę wysypaną korą dla wygody Seniorki Rodu i ku uciesze domowników uwielbiających się wylegiwać w zacienionym miejscu za tujami w gorące letnie dni. Ten jeden jedyny głos jak zwykle wabił ją, uwodził i obiecywał niezwykłe doznania (i to bez względu na to czy wypowiadane słowa były skierowane do niej czy nie).  Ale Piękna nie mogła wiedzieć ani nawet się spodziewać tego, że podstępny wróg nie próżnował… Korzystając z uśpionej czujności obrońców Zjednoczonego Królestwa pod wodzą leniwego wiosenną porą Ryszarda i Pięknej zadziwionej różnorodnością doznań wszelkich, wróg dokonał zaboru! Korowisko zmieniło statut z ziem lennych Królestwa na część  Cesarstwa Ogrodniczego Seniorki Rodu, a na znak inkorporacji postawiony został – nie tak wysoki, żeby go nie można było pokonać drogą lotniczą, ale zaskakujący przez swoją obecność w ogóle – zielony płotek, na który z impetem wpadła Piękna-Agrafka!

Bezpośredni odnośnik 2 komentarzy

Tragizm romantycznych wyborów

16 kwiecień, 2007 at 2:21 pm (Kotagoria)

Wreszcie nastały ciepłe dni. Wszystko wokoło budziło się do życia. Zielona mgiełka z wolna przykrywała gałązki wiotkiej brzozy, wiatr poruszał gałązkami nabrzmiałymi pąkami (!). W słonecznych plamach pojawiały się pierwsze leniwe muchy (!!), ptaszki śpiewały (!!!) od świtu (następującego w środku nocy według przesądów, w które wierzyła Matka-Karmicielka Kotów).

Było już dawno po pobudce (!!!!!!! - przypisek Matki-Karmicielki Kotów, zwanej portierem albo nocnym cieciem) Ryszard w romantycznym nastroju zbiegł po schodach, kręcąc zalotnie zgrabnym tyłeczkiem. Zatrzymał się na samym dole. Zatrzymanie to nosiło znamiona gwałtownego i spektakularnego wrośnięcia w podłoże. Jak by na to nie patrzeć nie miało to nic wspólnego z romantycznym nagłym olśnieniem urodą wiosennego dnia w rozkwicie (no powiedzmy w bardzo wczesnej fazie jego rozkwitu – przypisek Matki-Karmicielki Kotów)… Najwyraźniej Ryszard był na to gotów, oszczędzał energię specjalnie na ten ostatni morderczy wysiłek, wybił się z czterech, przez chwilę zawisł w powietrzu, jak Keeanu Reeves w Matrixie i spadł w dorodne, kwitnące na różowo rośliny – dumę Seniorki Rodu. Po chwili wynurzył się spośród mięsistych liści, między jego ostrymi jak nóż zębami trzepotał delikatne skrzydełka wroga… I chociaż Ryszarda duszą targały wątpliwości natury moralnej, to jednak on już wybrał swoje posłannictwo – bronić przed podstępnymi wrogami bezbronnej… kapusty. Dlatego niezbyt długo trzepotały w zabójczej paszczy Ryszarda skrzydełka bielinka kapustnika!

 

Bezpośredni odnośnik 2 komentarzy

Rude to wredne?

16 kwiecień, 2007 at 1:55 pm (Kotagoria)

Ta Ruda zaczęła się strasznie dziwnie zachowywać! Bo kto to widział – uciekać, kiedy Matka-Karmicielka Kotów woła?! Zupełnie jakby się miało upośledzony w stopniu znacznym słuch (chociaż najwłaściwszym określeniem jest tu porównanie “głucha jak pień”). Po prostu w tej rudej głowie coś się zalęgło i stopniowo wypierało resztki rozumu.

Ona w ogóle straciła resztki przyzwoitości. Znika na całe dnie – zupełnie tak jak Ryszard, nie je – zupełnie nie-tak jak Ryszard. Dla jednych jest obcesowo nieprzyjemna – zupełnie tak jak Ryszard w stosunku do osoby, którą aktualnie postanowił lekceważyć, bo nie ma do niej żadnego interesu, a poza innymi świata nie widzi – zupełnie tak jak Agrafka, kiedy rozlegnie się głos Matki-Karmicielki Kotów.

Ruda trwa w tym stanie już od tygodnia. A wraz z nią trwają: chudy jak przecinek brunet o rozmarzonych oczach, w których widać odbicie jego wrażliwej natury i dobrego serca (według Rudej – kompletna porażka) oraz niechlujny blondyn w upapranym garniturku, niegdyś w kolorze kawy z mlekiem, z widoczną wadą zgryzu i śladami upodobania do łajdactwa… – słowem – wredna ruda i zakochane kundle w ferworze wiosennych uniesień…

Bezpośredni odnośnik 1 komentarz

Józek, nie daruję Ci tej nocy!

26 marzec, 2007 at 1:32 pm (Kotagoria)

W ciemności, która ogarnęła ogród, Piękna siedziała zupełnie sama na progu domu zamieniającego się z każdą nocną godzinę w amorficznego i groźnego potwora. Nie miała  bladego pojęcia, gdzie podział się Ryszard, co więcej nie miała nawet czasu, żeby zastanowić się nad tym wnikliwiej. Maciejowa, trochę z racji wieku, a trochę z wrodzonego lenistwa, spała zapewne mocno przytulona do swojej przysposobionej córki, rudej Kropeczki i nie w głowie jej było reagowanie na cichutkie, podszyte strachem nawoływania Pięknej.

Tymczasem wyostrzone zmysły Agrafki chwytały każdy ruch i dźwięk. Od czasu owej niefortunnej wycieczki, podczas której niemal nie straciła oka, a postradała całkiem zdolność widzenia w połowie (jak to dobrze, że miała jeszcze jedno oko w zapasie…)  rzadko bywała poza domem po zmierzchu. Teraz wszystkie dźwięki, zapachy i niespodziewane szmery w równym stopniu zadziwiały, co przerażały Piękną.  Wśród tych niespokojnych dźwięków czujne ucho Agrafki wyłowiło coś, co było inne… złowieszcze, co niosło niepokój. To coś zbliżało się do niej… Piękna była dzielna i chciała dowiedzieć się, co może wydawać takie dziwne dźwięki,  ale Agrafka raczej płochliwa zamierzała się rzucić do ucieczki… Zbyt wiele sprzecznych uczuć jak na jedną małą istotę…

Coś zbliżało się coraz szybciej. Każdy nerw zdawał się krzyczeć – COŚ zaczyna być niemal namacalne. Nagle COŚ rzuciło się na Agrafkę! Było już za późno. COŚ szczypało ją w tyłek.  Piękna przystąpiła do ataku, wbiła w COŚ swoje mordercze zęby i pazury. Kiedy kopała tylnymi nogami COŚ z całej siły, przebudziła się uwieszona ręki Matki-Karmicielki Kotów, która próbowała usunąć z jej zimowych “portek” okazały kołtun. Telewizor ryczał na cały regulator stary przebój “Józek! Nie daruję ci tej nocy!”

Bezpośredni odnośnik 3 komentarzy

Specjalista od brudnej roboty

23 marzec, 2007 at 10:25 pm (Kotagoria)

Dręczycielka Wszelkich Zwierząt dała plamę na wszystkich polach, chociaż ostatnio nie splamiła się robotą,  to na jej świetlanym wizerunku pojawiły się ślady bagiennego mułu i zewsząd dało się wyczuć śmierdzącego lenia. Matka-Karmicielka Kotów zajęła się zatem prostowaniem skrzywień młodości Dręczycielki – a jak wiadomo, skrzywienia najskuteczniej prostuje się na stole tortur . Ech, gdyby tylko posłuchała Ryszarda… Ten to wie jak się skutecznie oczyścić…

Bezpośredni odnośnik 2 komentarzy

« Poprzednia strona · Next page »